Obie partie prowadzą rozmowy o dużej opozycyjnej koalicji na eurowybory i są o krok od porozumienia. 

- Na konferencji prasowej powiemy, że rozmowy o zawarciu sojuszu przed eurowyborami idą w bardzo dobrym kierunku. Ale ostatecznie decyzję podejmie rada naczelna PSL. Najpierw chcemy mieć na piśmie umowę koalicyjną - mówi nam jeden z liderów ludowców. 

Platformie zależało na przyspieszeniu tych rozmów. Chciała zatrzeć złe wrażenie, jakie powstało po rozbiciu Nowoczesnej przez partię Grzegorza Schetyny, zatrzymać sondażowy spadek i pokazać, że opozycja jest zdolna do zbudowania szerokiej koalicji. 

Po wyborach samorządowych (gdzie PO i N startowały razem jako Koalicja Obywatelska) grupa posłów Nowoczesnej domagała się powstania wspólnego klubu parlamentarnego. Zakończyło się to transferem ośmiu posłów - na czele z Kamilą Gasiuk-Pihowicz - do PO, która zmieniła nazwę na Platforma Obywatelska - Koalicja Obywatelska. W efekcie tych ruchów Nowoczesna prawie straciła klub parlamentarny - żeby go utrzymać, musiałaby mieć 15 posłów, a po transferach miała tylko 14. Uratowali ją ludowcy i Unia Europejskich Demokratów, którzy "wypożyczyli" do partii Katarzyny Lubnauer Jacka Protasiewicza.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej