Od końca grudnia trwa burza po tekście „Wyborczej", w którym ujawniliśmy, że zaufana współpracowniczka prezesa NBP Adama Glapińskiego Martyna Wojciechowska jako szefowa departamentu komunikacji i promocji miała zarabiać w 2016 r. nawet 65 tys. zł miesięcznie. Wyliczyliśmy to z jej oświadczeń majątkowych, które składała, bo była radną PiS w sejmiku mazowieckim.

Nie wiemy, ile zarabiała w 2017 r., bo w zeszłym roku w ostatnim możliwym terminie niespodziewanie zrezygnowała z mandatu, unikając złożenia kolejnego oświadczenia. Jak jednak ujawnił portal OKO.press, od 2017 r. jako przedstawicielka Glapińskiego zasiada też w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, dostając co miesiąc dodatkowo ok. 11 tys. zł.

Po fali krytyki, także ze strony polityków PiS, w środę NBP zorganizował konferencję prasową na temat zarobków dyrektorów i prezesa. Dowiedzieliśmy się z niej, że Glapiński dostaje miesięcznie ok. 63 tys. zł, a uśrednione pensje wszystkich dyrektorów to ok. 37 tys. zł. Bank centralny ani prezes Glapiński nie chcieli zdradzić, ile dokładnie zarabia Wojciechowska ani Kamila Sukiennik, inna zaufana współpracowniczka szefa NBP, dyrektor jego gabinetu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej