Sędzia pozwał sąd, aby móc orzekać – do tego sprowadza się sprawa rozpoznawana w Izbie Dyscyplinarnej SN, pierwsza taka w historii Sądu Najwyższego. Zainicjował ją nowy sędzia SN dr hab. Kamil Zaradkiewicz. W październiku prezydent powołał go do Izby Cywilnej. Mimo to Zaradkiewicz do tej pory nie orzeka.

W identycznej sytuacji jest siedmiu innych nowych sędziów Izby Cywilnej oraz Karnej. Prezesi izb przydzielili im sprawy, ale od kilku miesięcy nie wyznaczają im posiedzeń. „Istnieją poważne wątpliwości dotyczące statusu nowych sędziów” – uzasadnił decyzję w oświadczeniu prezes Izby Cywilnej Dariusz Zawistowski.

Wesprzyj puszkę "Gazety Wyborczej" dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

KRS już nie jest niezależna od władzy

Wszystkie nowe osoby wskazała prezydentowi do powołania nowa KRS. A Radę w ub.r. wbrew ustawie zasadniczej obsadził Sejm. Dziś zasiadają w niej prezesi sądów z nominacji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i byli pracownicy jego resortu, którzy pomagają PiS wprowadzać zmiany w sądach. Środowisko sędziowskie uważa KRS za organ niekonstytucyjny, sam konkurs do SN – za nieważny, a nowe osoby w SN za „pseudosędziów”. „Dopuszczanie do orzekania osób, których status sędziego budzi poważne wątpliwości, pozwoli kwestionować wydane przez nich wyroki i pogłębi chaos prawny” – ostrzegał prof. Uniwersytetu Śląskiego Jacek Barcik.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej