Glapiński zawdzięcza swoją posadę prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu, z którym blisko współpracuje od 30 lat. Dlatego działalność szefa banku centralnego idzie na konto obozu rządzącego. Tego obozu, który zapowiadał, że teraz będzie „bardzo skromnie”. I który rzekomo stawia na jawność i przejrzystość działania władzy.

Najwyższy więc czas, aby prezes Glapiński przestał kpić sobie z opinii publicznej, a przy okazji z prezesa Kaczyńskiego i PiS. Bo kpiną była środowa konferencja prasowa NBP. Zwołano ją po to, aby odmówić dziennikarzom informacji, ile – wraz z premiami i dodatkowymi dochodami – zarabiają dwie najbliższe współpracowniczki szefa banku centralnego: dyrektor departamentu komunikacji i promocji Martyna Wojciechowska i szefowa gabinetu prezesa Kamila Sukiennik. A przecież na konferencji obie urzędniczki mogły przedstawić swoje PIT-y składane do urzędu skarbowego i sprawa byłaby od razu wyjaśniona.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej