W poniedziałek minister edukacji spotkała się z przedstawicielami działających w oświacie związków zawodowych. Jednym z głównych tematów rozmów były nauczycielskie pensje. Anna Zalewska chce, by płace zasadnicze wzrosły o 5 proc., czyli od 121 do 166 zł brutto. Związkowcy od miesięcy podnoszą, że to za mało – „Solidarność” oczekiwała 15-procentowej podwyżki, Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych domagają się konkretnej kwoty, czyli 1000 zł.

Matematyka Zalewskiej

Część spośród kilkunastu dodatków, które przysługują nauczycielom, uzależniona jest od wysokości wynagrodzenia zasadniczego. Dlatego jego wzrost spowoduje automatyczny wzrost dodatków – ten fakt wykorzystuje Zalewska, twierdząc, że podwyżki są znacznie wyższe, niż 166 zł brutto. Ta matematyka nie podoba się związkowcom, którzy podkreślają, że średnie pensje dalekie są od tego, co na koncie znajduje przeciętny nauczyciel.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej