Wojciechowska to dziś jedna z najbardziej wpływowych osób w Narodowym Banku Polskim. Nie odstępuje Glapińskiego na krok. Towarzyszyła mu nawet w czwartek w Katowicach, gdzie prezes został przesłuchany przez prokuratorów, którzy prowadzą śledztwo w sprawie korupcji w Komisji Nadzoru Finansowego (aresztowany szef KNF Marek Chrzanowski był protegowanym Glapińskiego).

12 tys. dla Wojciechowskiej w BFG

O Wojciechowskiej zrobiło się głośno, gdy pod koniec grudnia „Wyborcza” ujawniła, że zarabia wraz z dodatkami ok. 65 tys. zł. Choć bank zaprzecza, że ma taką pensję, i domaga się od nas opublikowania sprostowania, to jej dochody wyliczyliśmy na podstawie oświadczeń majątkowych. Składała je, bo była radną sejmiku mazowieckiego.

I tak w całym 2015 r. Wojciechowska zarobiła 114 tys. zł, ale rok później już 392 tys. zł. Bo w sierpniu 2016 r. została przez Glapińskiego awansowana na dyrektora departamentu. Dlatego od stycznia do lipca 2016 r. musiała zarabiać tak jak w poprzednim roku, czyli – proporcjonalnie – w sumie ok. 66 tys. zł. Jeżeli odejmiemy te 66 tys. zł od 392 tys. zł, to zostaje nam 326 tys. zł. Po podzieleniu tej sumy na pięć miesięcy, otrzymujemy właśnie 65 tys. zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej