To naprawdę zagadkowa historia. I może być brzemienna w skutki. Bo gość posła PiS Przemysława Czarneckiego (syna Richarda Henry’ego) i jego żony podczas sylwestrowej domówki (Warszawa Wilanów, czyli wedle prawicy wylęgarnia liberalno-lewicowych lemingów) miał się skaleczyć nożem.

Rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Łukasz Łapczyński: – Ofiara trafiła do szpitala z rozciętą ręką. Dochodzenie prowadzone jest w kierunku spowodowania naruszenia czynności narządu ciała.

Ale jeśli gość po prostu nie potrafi kroić, to co tu robi policja? Sprawdza, czy nóż nie był za ostry?

Zresztą, wersji tego, co się na domówce stało, jest kilka.

Czarnecki mówił w rozmowie z Onetem: – Potwierdzam, że w moim domu interweniowała policja, którą sam wezwałem. W sylwestrowy wieczór byliśmy we trójkę. Ja, moja żona i nasz znajomy, chrzestny córki. Mężczyzna – według mojej wiedzy – rozciął sobie dłoń. Podobno mnie o to obwinia, ale to nieprawda, gdyż nawet nie byłem bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Był pijany, gdy przyjechała policja, miał bodajże 2,3 promila. A ja byłem całkowicie trzeźwy. Nie chcę opowiadać, jak wyglądała ta sytuacja, gdyż jestem świadkiem w tej sprawie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej