Sąd dyscyplinarny przy prokuratorze generalnym zajmował się w czwartek sprawą prokuratora Piotra Wójtowicza. Przed nastaniem „dobrej zmiany” był on szefem Prokuratury Okręgowej w Legnicy. Potem został zdegradowany i oddelegowany do pracy w prokuraturze rejonowej w tym mieście. Sprawę dyscyplinarną wytoczono mu za uczestnictwo w manifestacji w obronie niezależności sądownictwa w lipcu 2017 r.

Protest przed Sądem Okręgowym w Legnicy relacjonowały lokalne media. W jednej z relacji dziennikarz przytoczył wypowiedź Wójtowicza: „Nie mam nic do stracenia. A co mi zrobią? Przeniosą do Ełku? – próbuje żartować Wójtowicz, któremu od dawna nie jest już jednak do śmiechu. Podobnie jak wielu sędziom, którzy – póki co – w trosce o zachowanie bezstronności i niezawisłości, odcinają się od politycznej burzy”.

Święczkowski wkracza do akcji

We wrześniu rzecznik dyscyplinarny umorzył postępowanie w tej sprawie. Uznał, że czyny prokuratora Wójtowicza były „znikomo szkodliwe”. Według rzecznika prokurator nie może demonstracyjnie ujawniać swoich poglądów politycznych, ale może być uczestnikiem pokojowych zgromadzeń. Rzecznik miał zastrzeżenia do sarkastycznej wypowiedzi prokuratora, ale uznał, że była ona spontaniczna.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej