Sam Tusk był już w tej sprawie przesłuchany w zeszłym roku. Śledztwo zostało wszczęte w marcu 2017 r. z zawiadomienia ówczesnego szefa MON Antoniego Macierewicza. Macierewicz zarzuca Tuskowi tzw. zdradę dyplomatyczną, czyli „działanie na szkodę państwa i narażenie na szwank interesu obywateli, w tym rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej". Było to niecałe dwa tygodnie po wyborze Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej.

Zarzut dotyczy art. 129 kodeksu karnego przewidującego karę do 10 lat więzienia dla osoby, która „w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej”. Zawiadomienie MON ma dotyczyć okresu od 10 kwietnia 2010 roku do 2014 roku, gdy Tusk został szefem Rady Europejskiej.

„Oddał całe śledztwo Rosjanom”

10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem rozbił się prezydencki tupolew, na pokładzie było 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński. Wszyscy zginęli. Macierewicz od tamtej pory przekonuje, że to nie był wypadek lotniczy, ale zamach na prezydenta RP. Tuska obwinia o to, że nie można zamachu udowodnić, bo oddał całe śledztwo Rosjanom.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej