– Dotychczasowy wieloletni, utrzymywany bez względu na to, kto rządził, zakres pracy kontrwywiadu – czyli kierunek wschodni – został przez ministra Mariusza Kamińskiego i jego ludzi w służbach zakwestionowany. Dotyczy to przede wszystkim zdefiniowanego po 1990 r. przeciwnika polskiego kontrwywiadu, którym były obce służby specjalne, a w szczególności rosyjskie i białoruskie. Stało się tak dlatego, że skoro zajmowały się tym służby III RP, to te „prawdziwie, patriotyczne służby PiS” ten zakres zainteresowań unieważniają. Konsekwencją jest niedostrzeganie aktywności Rosjan czy innych służb (np. chińskich). A skoro nasze ich nie widzą, to nawet nie próbują przeciwdziałać. Zresztą, po co miałyby to robić, skoro nikt z kierownictwa PiS nie oczekuje aktywności w tym zakresie? – pyta gen. Krzysztof Bondaryk w rozmowie z Grzegorzem Rzeczkowskim.

Bondaryk kierował Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego w latach 2007-13. Przejął ABW po dwóch latach rządów PiS, które doprowadziły służby specjalne do upolitycznienia, destabilizacji i tzw. rozwibrowania (definicja uważającego się za specjalistę od służb specjalnych Andrzeja Zybertowicza, obecnie doradcy prezydenta Andrzeja Dudy). Za czasów Bondaryka Agencja odzyskała równowagę. Wykazywała dużą aktywność w ściganiu szpiegów rosyjskich, odgrywała ważną rolę w strukturach NATO podczas konfliktu Ukrainy z Rosją, prowadziła też bardziej otwartą politykę informacyjną, publikując roczne raporty ze swojej działalności. W rozmowie z Rzeczkowskim Bondaryk po raz pierwszy tak obszernie i ostro odnosi się do obecnej sytuacji służb specjalnych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej