KpH zdecydowała, że nie opublikuje listy szkół organizujących „Tęczowy piątek”, aby wzięły udział w akcji w przyjaznej i bezpiecznej atmosferze. Ostatecznie przeprowadzono ją w ponad 200 szkołach, ale kilka wycofało się w ostatniej chwili. Bo choć placówki same się zgłaszały i same decydowały, jak konkretnie akcja będzie przebiegała, prawicowe media rozpisywały się o homopropagandzie i homoterrorze. Przed akcją ostrzegali też księża i ultrakonserwatywna organizacja Ordo Iuris.

Jak wyglądał ten dzień w praktyce? Różnorodnie. W jednej ze szkół w radiowęźle puszczano muzykę Queen, w innych wieszano tęczowe flagi, a uczniowie organizowali np. sprzedaż ciast na rzecz organizacji walczących z homofobią czy debaty o stereotypach prowadzących do konfliktów.

Mimo to krucjatę przeciw „Tęczowemu piątkowi” rozpętała też minister edukacji Anna Zalewska i podlegli jej kuratorzy oświaty. Sugerowali, że organizatorzy akcji mogą łamać prawo oświatowe. Przypominali, że rodzice muszą wyrazić zgodę na udział dziecka w zajęciach, jeśli w szkole chcą je prowadzić organizacje pozarządowe. Tyle że KPH, która jest inicjatorem akcji, wcale do szkół się nie wybierała.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej