– Chodzi o to, by można było sprawę Kwaśniaka i Jakubiaka wrzucić do jednego worka ze sprawą Chrzanowskiego. Żeby pokazać, że w KNF wszyscy mają coś za uszami: i nasi, i wasi – ocenia jeden z prawników, prosząc o anonimowość.

"Potrzebny był wątek korupcyjny"

Obrońcy podejrzanych o bezczynność KNF wobec SKOK-u Wołomin nieoficjalnie mówią „Wyborczej”, że mamy do czynienia z ewidentną próbą przykrycia sprawy Chrzanowskiego. 28 marca ówczesny szef Komisji złożył korupcyjną propozycję Leszkowi Czarneckiemu – zostawi jego banki w spokoju w zamian za 1 proc. ich kapitalizacji za trzy lata. Czarnecki, który nagrał rozmowę z Chrzanowskim, wyliczył to na 40 mln zł. 7 listopada złożył zawiadomienie do prokuratury, a tydzień później sprawę ujawniła „Wyborcza”.

Jakubiaka, Kwaśniaka i pięcioro innych byłych urzędników KNF, którzy zajmowali się nadzorem nad SKOK-ami, zatrzymała w czwartek po 6 rano CBA. I przewiozła do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. W międzyczasie minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro oraz prokurator krajowy Bogdan Święczkowski mówili na konferencji prasowej, że to „jest prawdziwa afera KNF”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej