Informacja na temat raportu ukazała się w poniedziałek na stronach Najwyższej Izby Kontroli. Dotyczy on dwóch ćwiczeń wojskowych – Anakonda16 oraz Dragon17. Zdaniem inspektorów NIK włączenie członków organizacji proobronnych do ćwiczeń odbyło się bez podstawy prawnej.

Chcieli sprawdzać czujność straży

O tym, że na linii siły operacyjne – organizacje proobronne iskrzy, wiadomo było już podczas ćwiczeń Anakonda 16, które towarzyszyły lipcowemu szczytowi NATO. Jak wspominał ówczesny dowódca generalny gen. Mirosław Różański, zgłosiła się do niego przedstawicielka organizacji proobronnych, domagając się „wydzielenia pasa ćwiczeń” i twierdząc, że ma na to stosowne zgody ministerstwa. Generał nie zgodził się, odpowiadając, że nie ma ku temu podstaw prawnych.

Podczas ćwiczeń przedstawiciele organizacji proobronnych zaproponowali też, że będą sprawdzali czujność straży wojsk sojuszniczych. To według naszych informacji wywołało w polskim dowództwie panikę, bo ćwiczące oddziały mają ostrą amunicję.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej