Dokładny przebieg wydarzeń wokół wołomińskiego SKOK-u odtwarzamy na podstawie pisma z 31 marca 2015 r., które do Sejmu wysłało ówczesne Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie posła Andrzeja Rozenka (Ruch Palikota). Rozenek chciał się dowiedzieć, dlaczego państwo tak późno zareagowało na wyłudzenia kredytów przez zarząd kasy w Wołominie.

Z pisma resortu finansów wynika, że dopiero 25 września 2012 r. Kasa Krajowa przekazała KNF „informację na temat zidentyfikowanych zagrożeń dla stabilności finansowej kas oraz bezpieczeństwa zgromadzonych w nich oszczędności”. Przekazała też wówczas „informację na temat kas o wysokim ryzyku, wraz z informacją na temat sytuacji finansowej i działań podejmowanych przez Kasę Krajową wobec tych kas, w tym SKOK Wołomin”. Co ważne, w tym czasie KNF nie miała jeszcze uprawnień do kontrolowania SKOK-ów.

Mimo to 17 października 2012 r. Komisja zwróciła się do Kasy Krajowej „o przedstawienie dodatkowych informacji i materiałów na temat kas o wysokim ryzyku, w tym SKOK Wołomin”. Zapytała też, czy Kasa Krajowa SKOK wystąpiła do prokuratury z odpowiednim doniesieniem. Kasa Krajowa poinformowała, że nie złożyła doniesienia… z uwagi na „brak wystąpienia szkód majątkowych”. Jak czytamy w piśmie ministerstwa, „Kasa Krajowa nie przedstawiła żadnych dokumentów potwierdzających jej stwierdzenia, w tym protokołów z prowadzonej działalności kontrolnej”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej