W czerwcu Anna Zalewska podpisała rozporządzenie o nowych zasadach oceny pracy nauczycieli. Listę wymagań uzależniła od stopnia awansu. Nauczyciele stażyści mieli spełnić ich dziesięć, kontraktowi – 14, mianowani – 19, a dyplomowani aż 23.

W każdej szkole miał powstać wewnętrzny regulamin oceniania ze wskaźnikami oceny – łącznie ponad 20 tys. dokumentów. Pomysł nie podobał się związkom zawodowym i rzecznikowi praw obywatelskich Adamowi Bodnarowi, który wiosną przestrzegał: „Brak jednolitego sposobu oceny pracy nauczycieli może budzić wątpliwości co do przestrzegania podstawowych praw i wolności”. Bo to, co w jednej podstawówce byłoby wzorowe, w innej mogłoby być przeciętne.

Regulaminy miały być gotowe we wrześniu, tak się jednak nie stało. Z danych zebranych przez Związek Nauczycielstwa Polskiego wynikało, że udało się je przygotować co trzeciej szkole. Te, które nie podołały, mogą jednak odetchnąć z ulgą – regulaminy już nie będą potrzebne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej