Zaraz po wyborach samorządowych partia Katarzyny Lubnauer otrąbiła sukces: ok. 200 radnych, wiceprezydenci w Warszawie, Poznaniu, widoki na funkcyjnych w innych miastach. I to, że razem z PO wygrała więcej sejmików województw niż PiS, a w wyborach bezpośrednich kandydaci popierani przez Koalicję Obywatelską zdystansowali partię rządzącą także w jej bastionach.

– Zachęceni wynikiem KO zaproponowaliśmy Nowoczesnej stworzenie wspólnego klubu w Sejmie. To było niedługo po wyborach, propozycja padła dwa razy – mówi poseł Jan Grabiec z PO. – Oficjalnej odmowy nie było, o tym, że nie chcą takiego rozwiązania, dowiedzieliśmy się z mediów.

PO więcej nie naciskała.

Kałuża poróżnił koalicjantów

Sporo dzieje się na zapleczu. Najpierw po Nowoczesnej rozeszła się wieść, że nie dostanie stanowisk w zarządach sejmików. – Poszła informacja, że Platforma nie chce się dzielić – opowiada warszawski polityk tej partii. – Część z nas sądziła, że wejdą parytety, oburzeni mówili, że nie zostawią sprawy. Ale mamy wicemarszałka w Wielkopolsce.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej