W tym celu podczas sobotniej konferencji szczelnie odizolował się od zamkniętych w sąsiednim pomieszczeniu dziennikarzy i odpowiadał tylko na pytania publiczności. W zamierzeniu premiera miała być to rozmowa ze „zwykłym człowiekiem” – bo rząd „rozwiązuje konkretne problemy” – a nie „przedstawicielami elit”, które są „wyobcowane ze społeczeństwa”. Jak wiadomo, takimi elitami są dziennikarze, z którymi ostatnio rząd wojuje.

Dlatego przedstawiciele patrzącej smutnym wzrokiem przed siebie publiczności drewnianym głosem recytowali pytania, na które premier odpowiadał jak z nut. Morawiecki oburzał się na oskarżenia obecnej ekipy o polexit, określał PiS jako „ekipę prowolnościową”, porównywał sytuację obecnych rządów PiS do koniecznego remontu, który powoduje niedogodności i protesty, ale na końcu wszystkim się żyje lepiej. Winą za podwyżkę cen energii obarczał Unię Europejską, a nie politykę energetyczną rządu PiS (a także poprzedników).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej