PiS próbuje ewidentną wpadkę ze zwłoką z przeszukaniem gabinetu szefa KNF zamienić w cnotę – że państwo zadziałało sprawnie i błyskiem. Szkopuł w tym, że to samo państwo PiS niedawno samo udowodniło, że potrafi o wiele szybciej stawiać zarzuty. Wystarczy porównać, jak prokuratura zachowywała się w sprawie KNF, a jak neonazistowskiej imprezy na urodziny Hitlera.

1. Afera korupcyjna w KNF. Fakty

– 7 listopada 2018 o godz. 8:34 do prokuratury krajowej wpływa zawiadomienie Leszka Czarneckiego o podejrzeniu korupcji w KNF, składa je osobiście pracownik kancelarii mec. Romana Giertycha, pełnomocnika Czarneckiego,

– między 7 a 13 listopada zawiadomienie krąży po prokuraturze, nie wiadomo, kto je dostaje i komu przekazuje z jaką decyzją, prokuratura nie chce tego ujawnić,

13 listopada ukazuje się tekst w „Wyborczej” „Spokój za 40 mln”, w którym opisaliśmy zawiadomienie Czarneckiego. Bankier poinformował, że 28 marca szef KNF Marek Chrzanowski zaproponował mu przychylne traktowanie Getin Noble Banku w zamian za zatrudnienie na specjalnych warunkach wskazanego przez siebie prawnika Grzegorza Kowalczyka. Czarnecki oszacował, że miałoby go to kosztować ok. 40 mln zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej