Weźmy trzy ostatnio głośne sprawy – aferę korupcyjną w Komisji Nadzoru Finansowego, nagonkę na TVN za dokument o polskich neonazistach i proces Kaczyński kontra Wałęsa w gdańskim sądzie. W każdej z tych spraw (jak i we wszystkich zresztą) „Wiadomościom” wolno informować tylko tyle i w taki sposób, jak zadekretuje to PiS.

Byle nie o korupcji

Dlatego w „Wiadomościach” afera w KNF to afera Czarneckiego. Dlatego „Wiadomości” lustrują biznesmena Czarneckiego i jego pełnomocnika Romana Giertycha, a nie byłego już szefa KNF Chrzanowskiego.

W piątek „Wiadomości”, informując o powołaniu nowego szefa KNF, przypomniały, że Chrzanowski zrezygnował „po ujawnieniu rozmowy z Czarneckim, któremu proponował zatrudnienie wskazanego przez siebie prawnika”. A to tylko część prawdy, i to ta dla PiS-u przyjemniejsza. Bo ten prawnik miał zarobić krocie (ok. 40 mln zł w trzy lata), a Czarnecki dzięki jego zatrudnieniu miał uratować swoje banki. Słowo „korupcja” nie padło.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej