Konwój z Markiem Ch. wyruszył z Warszawy przed godz. 10. Kilka minut po godz. 13 agenci CBA przywieźli Marka Ch. nieoznakowanym oplem do prokuratury w Katowicach. Ubrany w czapkę i owinięty szalikiem były prezes KNF nie odpowiedział na pytania dziennikarzy. Oficerowie CBA wprowadzili go do windy i pojechali na XI piętro. Tam czekali już śledczy ze śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej.

To w zamiejscowym wydziale Prokuratury Krajowej odbywa się przesłuchanie. - Od treści wyjaśnień złożonych przez Marka Ch. uzależnione będzie to, czy śledczy złożą wniosek o jego tymczasowy areszt - mówi osoba znająca kulisy sprawy.

Po godzinie 15.20 w holu prokuratury pojawił się mecenas Marcin Kondracki, obrońca Marka Ch. Potwierdził dziennikarzom, że jego klientowi przedstawiono zarzut przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści osobistej przez inną osobę. - Mój klient ciągle składa wyjaśnienia - stwierdził mec. Kondracki i wrócił na przesłuchanie.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej