13 listopada napisaliśmy, że bankier Leszek Czarnecki, właściciel Getin Noble Banku, twierdzi, iż 28 marca prezes Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski podczas spotkania w cztery oczy złożył mu korupcyjną propozycję – nie utraci banku, jeśli zatrudni u siebie prawnika Grzegorza Kowalczyka wskazanego przez szefa KNF. Chrzanowski sugeruje podczas tej rozmowy, że najlepiej by było, gdyby Kowalczyk zarabiał proporcjonalnie do wartości banku. Czarnecki szacuje, że przez trzy lata – na tyle ma zatrudnić Kowalczyka – wynagrodzenie prawnika wyniosłoby ok. 40 mln zł. Czarnecki tę rozmowę nagrał i zawiadomił prokuraturę.

Od czasu wybuchu afery korupcyjnej w KNF media publiczne osłaniają rząd. Szerokim strumieniem płynie z nich taki oto przekaz: władza zadziałała błyskawicznie, zgodnie ze standardami wyznaczonymi przez Jarosława Kaczyńskiego, premier Morawiecki od razu odwołał szefa KNF (tak, tak, to nie pomyłka, media publiczne serwują wersję, że to decyzja szefa rządu, choć formalnie nie może on odwołać szefa Komisji, dlatego Chrzanowski sam musiał się podać do dymisji), a za czasów PO-PSL to dopiero były afery! Czyli państwo PiS nie uciekło od odpowiedzialności.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej