Chrzanowski, były już szef KNF, z samego rana w środę wylądował na warszawskim lotnisku. Podał się do dymisji podczas lotu, kiedy na żądanie szefa rządu wracał z Singapuru do Polski. Bez złożenia osobistej rezygnacji trudno byłoby go odwołać – jego kadencja upływa w 2021 r.

Na lotnisku nie chciał rozmawiać z dziennikarzami i skorzystał z wyjścia dla VIP-ów, by nie trafić na fotoreporterów. Ułatwiły mu to władze stołecznego portu.

Chrzanowski to negatywny bohater naszej wtorkowej publikacji. Bankier Leszek Czarnecki twierdzi, że w marcu br. podczas spotkania w cztery oczy szef KNF złożył mu propozycję – przychylność dla należącego do niego i mającego kłopoty Getin Noble Banku w zamian za mniej więcej 40 mln zł wynagrodzenia dla wskazanego przez Chrzanowskiego prawnika Grzegorza Kowalczyka. Czarnecki rozmowę nagrał i zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa KNF.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej