„Wyborcza” ma dowód na to, że pismo zawierające wyjaśnienia banku leżało jeszcze na poczcie, gdy na stronie KNF ukazał się komunikat informujący o wpisaniu Idea Banku na listę ostrzeżeń. Znajdują się na niej podmioty z rynku finansowego, które zdaniem Komisji podejmują ryzykowne operacje i stwarzają zagrożenie dla powierzonych im pieniędzy. Data opublikowania komunikatu – 13 listopada – zbiegła się z artykułem „Wyborczej”. Tego dnia ujawniliśmy, że właściciel Idea Banku nagrał szefa KNF, a potem zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu korupcji na najwyższym szczeblu Komisji. Listę ostrzeżeń ogłoszono już po nieoficjalnym podaniu się Chrzanowskiego do dymisji.

Politycy PiS (m.in. Adam Bielan) ogłosili od razu, że upublicznienie nagrania było „ruchem wyprzedzającym” Czarneckiego. Sama komisja pisała, że to po prostu szantaż ze strony bankiera. Ogłoszenie decyzji o ostrzeżeniu przed Idea Bankiem miało być więc ze strony KNF „pokazem siły” i dowodem na to, że nie ugnie się pod naciskiem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej