„Naczelny Sąd Administracyjny wydaje orzeczenie w terminie 14 dni od dnia przekazania mu odwołania” – taki obowiązek nałożyła na sąd lipcowa nowelizacja ustawy o KRS, którą przeforsował PiS. Przepis miał zapewnić błyskawiczne rozpoznanie odwołań od wyników konkursów sędziowskich prowadzonych przez KRS. Dziś już wiadomo, że bardzo łatwo go obejść, a Rada może blokować odwołania w nieskończoność.

Z takiej możliwości skorzystał przewodniczący nowej KRS sędzia Leszek Mazur. Zgodnie z ustawą to za jego pośrednictwem wnosi się odwołania do NSA. Odrzuceni kandydaci składają skargi w biurze KRS, a szef Rady powinien przekazać je sądowi. Ustawa nie precyzuje jednak, w jakim terminie powinien to zrobić. Więc szef Rady tego nie robi.

– Mój pełnomocnik wniósł odwołanie do KRS 18 września. Od tego czasu upłynęło ponad siedem tygodni, a odwołanie dotąd nie zostało przekazane do NSA – mówi sędzia Piotr Gąciarek z warszawskiego sądu okręgowego. – Rolą przewodniczącego KRS – po formalnej kontroli odwołania – jest jego zaadresowanie i wysłanie do NSA. Do tego potrzeba dwóch-trzech dni, a nie blisko dwóch miesięcy – dodaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej