W 1937 roku taki manewr usiłował przeprowadzić płk. Adam Koc, tworząc Obóz Zjednoczenia Narodowego, który jednał prawicowych piłsudczyków z narodową demokracją i Falangą Bolesława Piaseckiego. Płk. Kocowi się nie udało, bo ówczesne środowiska narodowe i faszyzujące okazały się niesterowalne. Prezydentowi Dudzie może się to udać, wystarczy odrobinę zręczności.

Wyobraźmy sobie, co prezydent Andrzej Duda powie podczas przemówienia na rozpoczęcie Marszu Niepodległości 11 listopada o godzinie 14 na rondzie Romana Dmowskiego? Zapewne pochwali historyczną rolę Dmowskiego i Piłsudskiego. Powie coś o obrońcach granic i "żołnierzach wyklętych". Zadeklaruje się, że jest żarliwym obrońcą i strażnikiem konstytucji RP, w której – jako jedno z podstawowych praw – zagwarantowane jest prawo do zgromadzeń. Przypomni, że to prawo usiłowała złamać i naruszyć prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, zakazując marszu. Powie, że to dzięki jego decyzji narodowcy i patrioci mogą maszerować ulicami Warszawy. Na koniec zadeklaruje, że on łączy Polaków bez względu na polityczne opcje i broni „patriotów” przed liberałami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej