Agnieszka Kublik: O słowach prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że „nasze zwycięstwo nie podlega najmniejszej wątpliwości”, mówi pan, że to zaklinanie rzeczywistości, czyli robienie dobrej miny do frustrującego wyniku, albo namacalny przejaw odrywania się od rzeczywistości. To jakie są wyborcze fakty?

Jarosław Flis: Chylę czoło przed wiarą prezesa, która jest odporna na fakty. Rzeczywiście w paru miejscach PiS wyszedł z dołka, ale zrobienie z tego, że kiedyś się leżało na łopatkach, a teraz się wstało, oszałamiającego sukcesu, nie brzmi wiarygodnie.

Wyszedł z dołka w porównaniu z wyborami samorządowymi z 2010 i 2014 r.?

– Tak, a nawet szczególnie porównując z 2010 r., kiedy PiS wypadł bardzo słabo – dostał 23 proc. w wyborach do sejmików i wszędzie wylądował w opozycji. Teraz poziom władzy w sejmikach jest adekwatny do wyniku, bo PiS zdobył 34 proc. głosów i może mieć samodzielną władzę w 33 proc. samorządów wojewódzkich, uwzględniając ich wielkość.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej