– Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją. Problem dotyczy głównie policjantów z prewencji, dzielnicowych, służby patrolowej, drogówki, po części też policjantów z pionu kryminalnego – mówi rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. I opowiada, jak pracuje policja zdziesiątkowana zwolnieniami lekarskimi: – Jeździmy do pilnych zgłoszeń, takich jak: bójki, rozboje, przemoc domowa czy wypadki drogowe. Przyjmujemy zgłoszenia o przestępstwach. W przypadku np. kolizji drogowych może się zdarzyć, że czas oczekiwania na przyjazd patrolu będzie dłuższy niż zwykle.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej