– Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją. Problem dotyczy głównie policjantów z prewencji, dzielnicowych, służby patrolowej, drogówki, po części też policjantów z pionu kryminalnego – mówi rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. I opowiada, jak pracuje policja zdziesiątkowana zwolnieniami lekarskimi: – Jeździmy do pilnych zgłoszeń, takich jak: bójki, rozboje, przemoc domowa czy wypadki drogowe. Przyjmujemy zgłoszenia o przestępstwach. W przypadku np. kolizji drogowych może się zdarzyć, że czas oczekiwania na przyjazd patrolu będzie dłuższy niż zwykle. Sytuacja jest trudna, ale żaden z komendantów nie poinformował, by nie wystawił na służbę przynajmniej jednego patrolu.

W wielkopolskiej policji pracuje 8 tys. funkcjonariuszy. W poniedziałek na zwolnieniach lekarskich było 1,5 tys. z nich. We wtorek – już ponad 2,8 tys. W komendzie miejskiej w Poznaniu pracuje blisko 2 tys. policjantów, we wtorek do pracy nie przyszło aż 45 proc. z nich.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej