Prezydencki rzecznik Błażej Spychalski tłumaczył, że przyczyną jest napięty kalendarz Andrzeja Dudy. Ale o fiasko inicjatywy oskarżył niechętną opozycję. – Byliśmy przekonani, że politycy na ten jeden dzień będą gotowi odsunąć na bok uprzedzenia wobec innych – powiedział.

Jeszcze w weekend prezydent deklarował, że chciałby, żeby wszyscy razem poszli w Marszu Niepodległości.

Dwa lata przygotowań i mamy... zamęt

Propozycja wyglądała na prowokację. Lider PO Grzegorz Schetyna wzywał do delegalizacji ONR współorganizującego marsz. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie rasistowskich haseł z ubiegłego roku.

Były prezydent Bronisław Komorowski, który organizował bojkotowany przez PiS marsz w kontrze do Marszu Niepodległości, uznał zaproszenie za niepoważne: – Prezydent mówił o obchodach wspólnych, ale nie uprzedzał, że z narodowymi radykałami.

Andrzej Duda zapraszał na marsz, na który ledwie tydzień temu sam został przez narodowców zaproszony – „mimo wielu politycznych różnic”. W Sejmie szef stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz mówił, że prezydent miał rozpocząć pochód przemówieniem. Teraz poczuł się odmową prezydenta ośmieszony. Na Twitterze ujawnił, że odbyło się siedem spotkań u marszałka Senatu z udziałem m.in. prezydenckiego ministra Wojciecha Kolarskiego i szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego. I że narodowcy zgodzili się zrezygnować z innych barw niż biało-czerwone.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej