Tuż przed ciszą wyborczą przed pierwszą turą wyborów partia Jarosława Kaczyńskiego postanowiła sięgnąć po polityczne paliwo z 2015 r. Granie antyuchodźczymi nastrojami w środku kryzysu migracyjnego było jednym z wielu czynników, które dały wówczas zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy.

Uderzenie w opozycję nie jest już takie łatwe, bo PO i PSL nie rządzą od trzech lat i unikają jasnych deklaracji w sprawie uchodźców. Spin doktorzy PiS pożenili więc zapowiedź likwidacji urzędów wojewódzkich przez opozycję, które rozpatrują wnioski o pobyt w Polsce, z podpisaną w 2017 r. deklaracją prezydentów największych polskich miast dotyczącą przyjmowania uchodźców.

Z tego mariażu wyszła wizja, którą partia Kaczyńskiego prezentuje w dalszej części spotu. W postaci nadzwyczajnego programu telewizyjnego kreśli wizję Polski w 2020 r. (już bez wojewodów), gdzie ma dochodzić do „napadów na tle seksualnym” i „aktów agresji”. Mieszkańcy będą bali się „wychodzić na ulice po zmroku”, a w miastach pojawią się „enklawy muzułmańskich uchodźców”. Wszystko opatrzone odpowiednimi scenami filmowymi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej