Są dwa Lubliny. Jeden ma twarz wojewody Przemysława Czarnka, drugi Anny Dąbrowskiej, prezeski stowarzyszenia Homo Faber, która przemawiając w sobotę pod Centrum Spotkania Kultur, mówiła o Lublinie dla wszystkich, dla ludzi o różnych kolorach skóry, narodowościach, językach, sprawnościach, orientacjach seksualnych, dla starych i młodych.

Wojewoda w jednym chórze z ONR

W sobotę wygrał ten piękniejszy Lublin. Mimo chuligańskich ataków Marsz Równości przeszedł ulicami miasta. Jednak nie pocieszajmy się. Na Krakowskim Przedmieściu widziałem w sobotę setki młodych ludzi, którzy przyszli specjalnie po to, żeby pobić uczestników Marszu Równości. Policja oddzieliła czoło marszu od bandytów, ale oni byli tak zdeterminowani, że z pięściami rzucali się na funkcjonariuszy. Kibole, bandyci, skrajni narodowcy? Było ich bardzo dużo.

Nie wiem, kim oni są, ale wiem, kto był organizatorem kontrmanifestacji wymierzonej w Marsz Równości. To środowiska związane z ONR-em, czyli organizacją radykalnych narodowców. Ich przyjacielem jest właśnie wojewoda Czarnek, który przemawia pod ich sztandarami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej