– Morawiecki to przede wszystkim duży biznes, a potem duża polityka. Kiedy Onet odpalił taśmy z premierem nagrane w restauracji Sowa i Przyjaciele, Platforma mogła nam naprawdę zaszkodzić. Wystarczyło zagrać kilkoma cytatami. Ci z PO, owszem, krytykowali, ale raczej rytualnie, nie tak, jak potrafią, gdy im zależy – mówi nasz rozmówca z PiS. – I to jest najlepszy dowód, że Morawiecki ma wciąż wielu wpływowych przyjaciół po tamtej stronie. Tyle że nie należy ich szukać w polityce, ale na jej zapleczu.

– Teorie spiskowe PiS. Morawiecki był u nas promowany i popychany w szeroko pojętym środowisku młodszego pokolenia, które jednak miało podziemną kartę. Sądziliśmy, że mamy te same poglądy. Ale on chciał władzy i poszedł tam, gdzie mu ją dawali. Można powiedzieć, że koncertowo nas ograł – przyznaje polityk PO.

Pytamy, czy się przedstawi. Nie, wolałby pozostać anonimowy, tak jak inni jego koledzy z Platformy, z którymi rozmawiałyśmy.

Morawiecki, nim został ulubieńcem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, w środowisku liberałów spędził lata. Poznał ludzi, którzy dbali o gospodarcze zaplecze rządu PO: dzielili wpływy w spółkach skarbu państwa, doradzali w gabinetach polityków.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej