W ostatnich dniach TVP żyje nagraniami podsłuchów z restauracji Sowa i Przyjaciele sprzed pięciu lat. Nie ma dnia, byśmy nie słyszeli, co wtedy wygadywali politycy PO, racząc się ośmiorniczkami. I nie ma dnia, byśmy usłyszeli nagranie z premierem Morawieckim, jak nad halibutem i krewetkami załatwia z „kolesiami” z PO finansowe deale.

Nagrania z 2013 r., ochrzczone przez PiS „taśmami prawdy”, dziś są dla jego działaczy przeterminowanym produktem spożywczym, bo zgodnie z przekazem dnia lubią teraz o nich mówić „odgrzewany kotlet”.

„Stówkę mu damy”

Jest kwiecień 2013 r., w restauracji w Sowa i Przyjaciele spotykają się: prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło (przyjaciel Morawieckiego, jeden z niewielu wysokiej rangi bankowców, którzy zachowali stanowiska po ostatnich wyborach parlamentarnych), szef PGE Krzysztof Kilian (wieloletni przyjaciel Tuska), jego zastępczyni Bogusława Matuszewska i Mateusz Morawiecki – wtedy prezes BZ WBK.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej