„Polsko, oddaj mi tatę!”, „Minister MSWiA Joachim Brudziński. Czy masz sumienie?”, „Deportacja Azamata Bajdujewa to wstyd dla Polski” - transparenty z takimi hasłami trzymały przed bramą ministerstwa dzieci Azamata Bajdujewa.

34-latek został deportowany z Polski 31 sierpnia na podstawie decyzji wydanej przez ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego. O jej wydanie wnioskowała wcześniej Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Uznała, że mężczyzna jest niebezpieczny i może prowadzić w Polsce działalność terrorystyczną lub szpiegowską. Nie postawiono mu jednak zarzutów. Akta sprawy są tajne. Nawet Bajdujew i jego obrońca nie mieli do nich dostępu, co właściwie uniemożliwiało im jakąkolwiek obronę.

Wcześniej Urząd ds. Cudzoziemców pozbawił mężczyznę tzw. ochrony uzupełniającej. Udzielił mu jej w 2007 r. Rok wcześniej Bajdujew otrzymał pobyt tolerowany, bo w Czeczenii mogły mu grozić tortury i nieludzkie traktowanie z uwagi na "powszechny konflikt zbrojny". Cofnięcie ochrony urzędnicy uzasadnili m.in. „znaczną poprawą ogólnej sytuacji bezpieczeństwa w Czeczenii” - uważają, że przesłanki, dla których Bajdujewowi przyznano ochronę, ustały, a jego odesłanie jest w interesie bezpieczeństwa państwa. Na niekorzyść mężczyzny miało przemawiać również to, że był w Polsce dwukrotnie karany - za pobicie i za uszkodzenie mienia. Dostał wyroki w zawieszeniu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej