Obecna kondycja zbrojeniowego molocha, który zrzesza 60 podmiotów i zatrudnia 17 tys. osób, jest zła. Z nieoficjalnych informacji wynika, że spółka przynosi straty, a raport na jej temat przygotowało Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Przez ostatnie lata stanowiska w PGZ były obsadzane przez działaczy PiS. To tu Macierewicz w zarządzie umieścił maturzystę Bartłomieja Misiewicza.

Na początku roku, po dymisji Macierewicza, nowy szef MON Mariusz Błaszczak wyrzucił prezesa Błażeja Wojnicza i zastąpił lojalnym współpracownikiem Jakubem Skibą. Teraz z kolei Skiba został odwołany. Witold Słowik, były wiceminister inwestycji i rozwoju, to już piąty prezes PGZ w ciągu niespełna trzech lat.

Przejęcie PGZ z rąk ministra Błaszczaka uruchomi lawinę dymisji w podległych spółkach, które były zagłębiem posad dla działaczy PiS. 

To kolejne ograniczanie zakresu działań szefa MON. Od wiosny odebrano mu zarządzanie stoczniami, które – jak głoszono za Macierewicza – miały odbudować gospodarkę, a przyniosły miliardowe straty. Pojawiają się pogłoski, że samego szefa MON zastąpi Michał Dworczyk.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej