Rozmowa z gen. Mirosławem Różańskim, byłym dowódcą generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych

Paweł Wroński: Minister obrony Mariusz Błaszczak powołał do istnienia czwartą dywizję Wojska Polskiego. Mówił, że w ten sposób zapewnione będzie bezpieczeństwo Polski wschodniej. Cieszy się pan?

Gen. Mirosław Różański: Nie, wcale się nie cieszę. Uważam to za propozycję irracjonalną. Sam gest utworzenia nowej dywizji nie jest dla mnie działaniem strategicznym, ale populistycznym gestem przedwyborczym. Nie zwiększa się liczba żołnierzy, nie zwiększa się bezpieczeństwo Polski.

CZYTAJ TAKŻE:  Błaszczak stworzył nową dywizję. Ale żołnierzy nam nie przybyło

Zapewne większość społeczeństwa odebrała to działanie pozytywnie. Ludzie uznali, że mamy więcej wojska i możemy się czuć bezpiecznie.

– Nieporozumienie. Ta dywizja jest tworzona z dwóch brygad już istniejących i zapowiedzianej nowej brygady, której jeszcze nie ma. Przypomnijmy, co ostatnio ustalił szczyt NATO w Brukseli. Zdecydował on o utworzeniu sił składających się z 30 batalionów, 30 eskadr lotniczych, 30 okrętów zdolnych do przerzucenia w rejon konfliktu w ciągu 30 dni. Jeśli dziś zgodnie z tymi ustaleniami MON zamiast ogłaszania budowy czwartej dywizji zaproponowałby stworzenie przez Polskę dziesięciu takich nowoczesnych batalionów, tobym gorąco przyklasnął i sam bym się do tej roboty zgłosił na ochotnika. Zamiast tego zaproponowano twór papierowy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej