We wtorek w Leżajsku prezydent Duda nazwał Unię Europejską „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”. Logicznym następstwem takiej deklaracji jest chęć opuszczenia UE. I nie jest to błąd, nieporozumienie, przejęzyczenie czy też kolejne zaplątanie się prezydenta w historycznych analogiach. Andrzej Duda od pewnego czasu z całych sił Polskę z Unii Europejskiej wyprowadza. Zapewne zdaje sobie sprawę, że jeśli do tego dojdzie, będzie ponosił za to osobistą historyczną odpowiedzialność.

Czym innym są jego działania niszczące państwo prawa: demolowanie Sądu Najwyższego, rozbijanie systemu trójpodziału władz i wyraźna niechęć do zdania się na rozstrzygnięcia w sprawie sądownictwa ze strony Trybunału Sprawiedliwości UE?

W Leżajsku prezydent dodatkowo oskarżył Wspólnotę Europejską, że w 1945 r. pozostawiła Polskę na pastwę Stalina. Tak jakby zapomniał, że Wielka Koalicja złożona m.in. ze Związku Radzieckiego i Wielkiej Brytanii walczyła w II wojnie światowej z Niemcami, Włochami, Węgrami, Bułgarią i Rumunią – obecnymi członkami UE.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej