Zrobienie habilitacji zajmuje kobietom więcej czasu niż mężczyznom. Kiedy naukowcy zaczęli sprawdzać, dlaczego tak się dzieje, okazało się, że mężczyźni swoje kontakty z prowadzonymi przez siebie doktorantami ograniczają tylko do spraw merytorycznych, kobiety natomiast część czasu poświęcają na rozmowy o ich sytuacji osobistej. Wiedzą, kto jest w ciąży, kto pielęgnuje ciężko chorego ojca, kto ma niepełnosprawne dziecko. Nie oznacza to, że kobiety są z automatu bardziej empatyczne i wrażliwe. Po prostu kieruje nimi własne doświadczenie życiowe. Jeśli ktoś też robił doktorat, mając przy piersi niemowlaka czy zajmując się chorym rodzicem, inaczej patrzy na ludzi w podobnej sytuacji.

W polskich miastach – co pokazuje nasz ranking – brakuje miejsc dla matek karmiących, podjazdów dla wózków dziecięcych i inwalidzkich oraz toalet w parkach, bo rządzą nimi i projektują je głównie sprawni mężczyźni nieopiekujący się dziećmi, siedzący częściej za biurkami niż na parkowych ławkach i placach zabaw.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej