Nasi rozmówcy przedstawiają dwie wersje startu nowej inicjatywy: wczesna jesień albo czas po wyborach samorządowych, czyli końcówka roku. Bo pierwszym sprawdzianem dla nowej siły mają być wybory do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. – Są łatwiejsze od krajowych, przy dobrych nazwiskach na listach dają szansę, by z niezłym wynikiem wejść na rynek polityczny – słyszymy od osoby, która zna plany Biedronia.

Cel strategiczny: eurowybory

Psikusa prezydentowi Słupska zrobił PiS, bo szyta pod partię Jarosława Kaczyńskiego nowa ordynacja wyborcza do PE znacznie utrudniłaby krajowy debiut Biedroniowi. Ale prezydent Andrzej Duda rozważa weto wobec ordynacji. Jeśli rzeczywiście nie złoży pod nią podpisu, dla europejskiej listy „Kocham Polskę” będzie to wymarzony prezent.

Co z samorządową karierą Roberta Biedronia? Według naszych rozmówców jego cel strategiczny to wybory parlamentarne w 2019 r. i wspólna lista, której chce być liderem. A taki plan polityczny wyklucza aktywność na poziomie lokalnym. – Chodzi o słynny blok centrolewicowy, który stanąłby w szranki z PiS obok liberalnej koalicji Platformy i Nowoczesnej. Jest przekonanie, że Biedroń mógłby pogodzić środowiska SLD i Razem, które dotąd nie mogły nawiązać współpracy – tłumaczy „Wyborczej” jeden z polityków lewicy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej