Pani minister, czy to aż tak bolało? – to pytanie, które mam wielką ochotę zadać minister edukacji Annie Zalewskiej. Raczej się nie uda, bo Zalewska odmawia nam wywiadu, odkąd tylko objęła kierownictwo w Ministerstwie Edukacji Narodowej.

Pytałabym o ból, bo dopiero wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego zmusił ją do publikacji nazwisk 182 osób, które stworzyły podstawy programowe do zreformowanych szkół podstawowych (wydłużonych do ośmiu lat po likwidacji gimnazjów). Nadal nie mogę się nadziwić, że dla szefowej MEN ta lista była tak pilnie strzeżonym sekretem. To w końcu właśnie znajdujący się na niej ludzie zdecydowali o tym, czego nauczą się nasze dzieci, a więc pośrednio – jaka będzie ich przyszłość. Jest dla mnie rzeczą wyjątkowo smutną, że na publikację ich nazwisk czekaliśmy od listopada 2016 r. i że nie nastąpiłaby ona, gdyby nie starania społeczniczki i edukatorki Igi Kazimierczyk z fundacji Przestrzeń dla Edukacji. Jest to szczególnie bulwersujące dlatego, że to przedstawiciele obecnego rządu chętnie mówią o swojej walce o jawność i transparentne działania władz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej