Skąd całe zamieszanie? Likwidacja gimnazjów od 1 września 2017 r. wymusiła stworzenie nowych podstaw programowych dla wydłużonych do ośmiu lat szkół podstawowych. To ważne dokumenty – określają, czego dziecko ma się nauczyć w danej klasie, na ich podstawie powstają podręczniki. Od września zeszłego roku według nowych podstaw programowych uczyły się klasy pierwsze, czwarte i siódme.

W czerwcu Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Ministerstwa Edukacji Narodowej i nakazał minister Annie Zalewskiej publikacje nazwisk autorów podstaw programowych. MEN długo z tym zwlekało, zasłaniając się m.in. tym, że... wyrok nie dotarł do resortu. Dopiero wczoraj popołudniu przekazał listę fundacji Przestrzeń dla Edukacji. – O ujawnienie nazwisk autorów staraliśmy się bardzo długo. Cieszy nas, że wreszcie je znamy – mówi Iga Kazimierczyk z fundacji. I dodaje: – To, co w całej tej sprawie jednak nas martwi, to fakt, że w ogóle musiało dojść do postępowania przed sądem administracyjnym. Nazwiska osób, które brały udział w tworzeniu podstaw, powinny być znane od dnia, w którym je poznaliśmy. Nazwiska autorów podręczników znamy, są na okładce każdej książki, dlaczego zatem przez tak długi czas nie wiedzieliśmy, kto przygotował podstawy programowe, które służyły autorom podręczników?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej