Hanna Stadnik - ps. „Hanka”, uczestniczka powstania warszawskiego, sanitariuszka i łączniczka z pułku „Baszta” - była gościem „Faktów po Faktach” w TVN 24. Opowiadała, jak zapamiętała 1 sierpnia 1944 r., mówiła o sensowności powstania, by w końcu nawiązać do obecnej sytuacji politycznej. Przyznała, że patrząc na wolną Polskę, o którą walczyła, jest zaniepokojona.

- Żyłam w PRL-u i doskonale wiem, że rządziła tylko jedna partia i teraz jest to samo - opowiadała. - Nie było sądów w PRL-u, wszystko było to, co wymyślił przewodniczący partii. I teraz jest to samo. Przecież to jest przerażające.

Stadnik oceniła, że przez ostatnie prawie 30 lat wolności „żyliśmy pełną piersią”. - Byliśmy szanowani za granicą, Unia liczyła na to, że będzie miała z nas wielką pomoc, że pomożemy jeszcze innym krajom - tym mniejszym - wejść, że będziemy tą taką opoką na granicy między Rosją. A co się dzieje? Nie tylko ja jestem przerażona, ale wiele osób z nas jest przerażonych, całe rodziny - mówiła. - Ja już się nie martwię o nas, bo my odchodzimy, ale mam dzieci - nie tylko ja, ale wszyscy mają dzieci, wnuki, prawnuki. W jakiej Polsce będą żyli?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej