W czwartkowy wieczór przed Pałacem Prezydenckim protestowało kilka tysięcy osób. W trakcie pokojowej demonstracji doszło jednak do incydentu. Kiedy policja próbowała spisać dwie osoby za mazanie sprayem po chodniku i radiowozach, sami funkcjonariusze zostali otoczeni przez tłum. 

Co do dalszych wydarzeń relacje są rozbieżne: według demonstrujących to policja jako pierwsza użyła gazu. Policja broni się jednak i zapewnia, że to protestujący najpierw zaatakowali gazem funkcjonariuszy. Amnesty International w swoim oświadczeniu publikuje kolejne relacje świadków. Wynika z nich, że gazem przez policję zostali potraktowani także przypadkowi protestujący i dziennikarze. 

Hanna Zielińska, dziennikarka TOK FM: - Policja użyła sprayu bez żadnego ostrzeżenia. Gaz został rozpylony na moją szyję, która piekła mnie jeszcze dzisiaj rano. Widziałam pięć osób, w tym jedną turystkę, które dostały gazem prosto w twarz i który dostał się do ich oczu. Płakały. W końcu ktoś poszedł do apteki i kupił środek do oczyszczenia twarzy. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej