Politycy PiS wyraźnie mówią: po co nam dyskusja nad nową konstytucją, skoro swobodnie można łamać obecną? Prezydent Andrzej Duda też zdaje sobie sprawę, że próba wybicia się na niezależność wobec PiS skończyła się niepowodzeniem i teraz należy spokojnie podążać w pisowskim zaprzęgu do wyborów 2020 r. Co najwyżej może robić oko do elektoratu Kukiz’15 w stylu: „Patrzcie, chciałem dobrze, ale mi nie dali”.

Prezydent zrozumiał, ile znaczy bez PiS

W istocie pomysł prezydenta, aby „dać Polakom prawo współtworzenia konstytucji”, okazał się sierotą. Duda usiłował dwa lata temu, gdy zawetował ustawę o Sądzie Najwyższym, zawrzeć z opozycją deal – ja stanę się niezależny, za cenę zwiększenia uprawnień prezydenta w konstytucji. Opozycja, nawet związane z nią jednostki, tej gry nie podjęła. Trudno bowiem było ludziom przyzwoitym wchodzić w akcję zmiany konstytucji firmowaną przez prezydenta oskarżanego nieustannie o tej konstytucji łamanie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej