W ubiegłym tygodniu, gdy Sejm obradował nad zmianami prawa o sądach, budynku mieli strzec tylko policjanci z Warszawy, ale poprosili o posiłki. Przyjechały więc z Bydgoszczy, Kielc, Katowic i Krakowa.

Jeden z policjantów wydziału prewencji opowiedział nam anonimowo, jak wygląda ta praca:

– Zdarza się, że policjanci pełnią służbę cztery godziny przed południem, sześć godzin przerwy i znów cztery godziny. Część z nich dojeżdża do pracy spod Warszawy – praktycznie nie wracają do domów.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej