Opozycja chce odrzucenia ordynacji przygotowanej przez PiS, jednak partia rządząca jest tak przekonana, że nowe zasady wybory europosłów przejdą przez Senat, że na posiedzeniu senackiej komisji nie pojawił się w poniedziałek nawet poseł sprawozdawca. PiS pospiesznie nowelizuje ordynację do Parlamentu Europejskiego, twierdząc, że w ten sposób lepiej będą reprezentowane wszystkie regiony Polski. Dlatego wprowadza zasadę, by minimalna liczba mandatów w okręgu wynosiła trzy. Oznacza to preferencje dla partii dużych, które mogą podzielić miejsca w Parlamencie Europejskim między siebie. Wedle wstępnych obliczeń PiS zyskałby 4-5 mandatów, PO najprawdopodobniej od trzech do czterech.

Jednak wedle analizy Biura Legislacyjnego Senatu rozwiązania zaproponowane przez PiS w ramach nowej ordynacji wyborczej mogą naruszać zasadę proporcjonalności, której wymaga Unia Europejska, czyli maksymalnie 5-proc. progu wyborczego. Dotyczy to nie tylko zapisu ustawowego, ale również tzw. progu efektywnego, czyli minimalnej liczby głosów potrzebnej do uzyskania mandatu w danym okręgu. Z wyliczeń BLS wynika, że po prowadzeniu nowelizacji ordynacji wyborczej proponowanej przez PiS jedynie w okręgach małopolskim i kieleckim oraz śląskim faktyczny próg wyborczy wynosi 11,3 proc. Dla Warszawy taki próg wynosi 16,3 proc., a dla większości okręgów wyborczych – 20,8 proc.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej