Prawo i Sprawiedliwość pierwotnie planowało drugie czytanie ustawy o sądach w środku nocy z czwartku na piątek. Jednak Stanisławowi Piotrowiczowi nie udało się w czwartek przez 10 godzin przepchnąć nowego prawa przez sejmową komisję sprawiedliwości i praw człowieka. Ostatecznie jej posiedzenie zakończyło się o pierwszej w nocy. PiS spieszy się z ustawą, by jak najszybciej spacyfikować Sąd Najwyższy, usunąć pierwszą prezes Małgorzatę Gersdorf i za pomocą faktów dokonanych uprzedzić Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, nim wyda postanowienie o wstrzymaniu zmian.

To, co nie odbyło się w nocy, na oczach Polaków stało się w piątkowy poranek. Wystąpienia klubów ograniczono do pięciu minut, pytań zakazano. Było to i tak za dużo dla przedstawiciela PiS, który stwierdził w ciągu siedmiu sekund, że ustawę trzeba przyjąć. Borys Budka (PO) ostrzegał, że uchwalając tak skandaliczne prawo w tak niebywały sposób PiS ciągnie Polskę ku standardom wschodnim. Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus za nazwanie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego „tchórzem”, który wysługuje się posłami, zostanie ukarana karą regulaminową. Opozycja jednak odniosła mały sukces. Poseł PiS Marek Ast wniósł o wycofanie przepchniętych w komisji zapisów, które w praktyce likwidowały sądowy system losowania składów orzekających i dawały prezesom sądów (powoływanych zwykle przez ministra sprawiedliwości) uprawnienie do zmiany składu przed pierwszą rozprawą w imię „ważnego interesu wymiaru sprawiedliwości”. Poseł Ast stwierdził, że „intencje twórców ustawy zostały niewłaściwie zrozumiane”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej