Dzięki temu dramatyczna rejterada rycerzy narodowej godności z ustawy o IPN nabrała głębszego sensu i okazała się w istocie wielkim zwycięstwem wyrafinowanej dyplomacji.

Prezes dowodzi, że pojawienie się w deklaracji słowa „antypolonizm” ma wielką wartość. To co, że teraz z Polski i PiS wszyscy się śmieją, to, co się stało – zdaniem prezesa – jest wiekuistego zwycięstwa zaraniem. Rzecze On: „Podkreślam: jest to punkt oparcia, z którego możemy przejść do rzeczywistej ofensywy”. Czyli, jak mawiał Archimedes, dajcie mi punkt oparcia, a uniosę świat.

Wielki spisek przeciwko narodowi polskiemu

Czymże jest jednak ów szalejący na świecie od wysp Kiribati po Antewkę „antypolonizm”? Nie, wbrew pozorom nie jest to wstręt do polonistek i polonistów objawiający się pisaniem nieortograficznym i bezinterpunkcyjnym.

Z wyjaśnień prezesa wynika, że antypolonizm to wielki spisek zorganizowany przeciwko narodowi polskiemu, jego tradycji i dobremu samopoczuciu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej