– Stanęła sprawa tych, którzy mają wysokie pensje w spółkach skarbu państwa. Są przez nas szanowani, ale nie będą kandydowali – niespodziewanie oznajmił w piątkowy wieczór prezes PiS, a lokalni działacze zamarli. – Przy Nowogrodzkiej rozdzwoniły się telefony, ustawiły kolejki, a w partii zaczęły mnożyć pytania – opowiada jeden z posłów. Jaka to jest wysoka pensja? Czy 15 tys. zł czy może 50 tys. zł? Czy będzie ustalony próg „wysokich zarobków”? Czy szeregowy pracownik w spółce skarbu państwa też nie może kandydować? Czy jeśli ktoś był prezesem, ale już nie jest, też będzie miał zakaz? Co z osobami, które są w radach nadzorczych spółek?

Polityk z regionu: – Próbowaliśmy znaleźć uchwałę komitetu politycznego, która by to precyzowała, ale nie ma takiego dokumentu.

Bo komitet takiej uchwały nie przyjął, choć decyzja zapadła w piątek w centrali partii przy Nowogrodzkiej w Warszawie, gdzie wierchuszka PiS przeglądała wstępne propozycje list do sejmików w jesiennych wyborach samorządowych. Scenariusze są dwa. Pierwszy – Jarosław Kaczyński zadziałał pod wpływem emocji, zatwierdzając kolejne listy i odnajdując na nich pracowników spółek skarbu państwa. Drugi – że takie zapowiedzi były wcześniej już znane, nie wiadomo było jedynie, kogo dokładnie będą dotyczyć. – Zarządzenie o spółkach to decyzja prezesa – mówi polityk PiS. Ale przyznaje, że będzie doprecyzowane. – Zakaz będzie dotyczył członków zarządów spółek skarbu państwa i osób na stanowiskach kierowniczych – zdradza. I dodaje: – Wiadomo, że nie dotyczy to akwizytora zatrudnionego w spółce. To ma być przekaz, że z polityki do gospodarki droga wiedzie w jedną tylko stronę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej