Portal Wp.pl rozmawiał z informatorem zajmującym się dystrybucją konserw, które resort rolnictwa i Agencja Rezerw Materiałowych zamówiły w ramach interwencji państwa w związku z epidemią wśród świń. Mięso zwierząt z zagrożonych stref przetwarzano w specjalnych warunkach. Potem miały trafić do instytucji publicznych (m.in. armii, szpitali, więzień, szkół itp.).

W poniedziałkowej „Wyborczej” pisaliśmy, że dzisiaj konserwy zalegają w magazynach, bo nikt ich nie chce. Urzędnicy, których pytaliśmy o koszty operacji oraz liczbę przechowywanych konserw, odmawiali informacji, twierdząc, że są one tajne, bo dotyczą „zasobów strategicznych państwa”.

Ciche porozumienie Jurgiela z Macierewiczem

– Markety nie chciały takiego mięsa. Jedyne miejsce, gdzie mogły trafić konserwy, to państwowe instytucje zajmujące się również zbiorowym żywieniem – opowiada rozmówca Wp.pl. Jego zdaniem w kilku przetargach w 2017 roku wojsko zamówiło konserwy, powołując się na rozporządzenie ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Zawarł on ciche porozumienie z ówczesnym szefem MON Antonim Macierewiczem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej