12 lipca 2017 r. do Sejmu wpływa projekt nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. Podpisany jest przez grupę posłów PiS. Tylko dwóch z nich jest prawnikami. Partia nie kryje, że projekt powstał w resorcie sprawiedliwości. Do parlamentu kierowany jest jako poselski, co pozwala pominąć długą drogę konsultacji oraz opiniowania.

21 lipca, mimo protestów na ulicy i w Sejmie, PiS przepycha ustawę o SN w pakiecie trzech ustaw „reformujących” sądy.

Wąsik biega po sali

Spośród trzech ustaw ta o Sądzie Najwyższym zgłoszona została jako ostatnia. Pozostałe (o ustroju sądów powszechnych i Krajowej Radzie Sądownictwa) procedowano dłużej – od marca i kwietnia.

Tylko na tę ostatnią partia rządząca przeznaczyła dziewięć dni. Było jasne, że cel jest jeden: wprowadzenie do Sądu Najwyższego „swoich” sędziów i pozbycie się sędziów niewygodnych, na czele z pierwszą prezes Małgorzatą Gersdorf.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej